Janusz Kusociński

PATRONUrodziłem się dnia 15 stycznia 1907 roku w Warszawie. Początkowo kształciłem się w gimnazjum im. K. Nawrockiego. W roku szkolnym 1923/24 przeniosłem się do siedmioklasowej szkoły powszechnej nr 129 w Warszawie, gdzie zdałem końcowy egzamin w 1925 roku. Później przeniosłem się do Państwowej Średniej Szkoły Ogrodniczej w Warszawie, którą ukończyłem w 1928 roku. Mając lat 21 odbyłem powinność wojskową. Wolne chwile poświęcałem sportowi, a w szczególności lekkiej atletyce”.

Tak pisał o sobie w roku 1931 Janusz Kusociński, światowej sławy lekkoatleta okresu międzywojennego, zdobywca złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles. Ale zanim sięgnął po laur olimpijski musiał wiele czasu i hartu ducha poświęcić obranej przez siebie dyscyplinie sportu.

Kusociński urodził się w Warszawie, ale dzieciństwo spędził w Ołtarzewie pod Warszawą, gdzie przeniósł się wraz z rodzicami, którzy objęli małe gospodarstwo rolne. Ojciec był urzędnikiem kolejowym, ale nade wszystko lubił wieś, stąd decyzja opuszczenia miasta. Janusz Kusociński jak przez mgłę pamięta wczesny okres dzieciństwa. Najbardziej jednak utkwił mu w pamięci okres późniejszy, kiedy jako dziesięcioletni chłopiec stawiał pierwsze kroki na boisku grając z kolegami w „palanta”. Ta typowo chłopięca zabawa, mająca niewielki związek z prawdziwym sportem, przeplatana była dokazywaniem ze źrebakami w stajni i gonitwami z psem w sadzie okalającym dom.

Niebawem szmaciana piłka przeistoczyła się w prawdziwą piłkę futbolową, co spowodowało u małego Janusza autentyczną sympatię dla tego sportu.

Niedługo jednak dane mu było cieszyć się wspólnymi zabawami ze swoimi rówieśnikami, bowiem rodzice postanowili oddać go do szkoły.

Liceum im. K. Nawrockiego przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie otworzyło nowe perspektywy. W czasie przerw można było wymykać się do Ogrodu Saskiego, gdzie były wspaniałe warunki do rozgrywek w piłkę nożną. Zmęczony codziennym pobytem w Warszawie, wracał Janusz kolejką do Ołtarzewa.

Niepowodzenia w gimnazjum spowodowały, że musiał rozpocząć naukę w szkole powszechnej, a później w Państwowej Średniej Szkole Ogrodniczej w Warszawie. Jednak niewiele obchodziła go na przykład kiełkująca pszenica. Cały wolny czas poświęcał swoim zainteresowaniom sportowym.

Zadebiutował podczas meczu piłkarskiego „Ożarowianki” z „Józefowianką”.

Po niedługim czasie Kusociński wstąpił do klubu sportowego „Sarmata”, gdzie jako siedemnastoletni chłopiec stawiał pierwsze kroki w lekkiej atletyce. Przypadek zrządził, że w czasie święta klubów robotniczych nie zgłosił się na zawody jeden z uczestników biegu sztafet. Poproszono Kusocińskiego o zastępstwo. Wynik był wspaniały. Janusz wygrał bieg na 800 metrów, pokonując zawodników „Skry”. W biegu o Mistrzostwo Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych, zorganizowanym w Rembertowie na dystansie trzech i pół kilometra na przełaj, był pierwszy.

Swoje początkowe sukcesy sportowe Kusociński godził z nauką w szkole ogrodniczej. W roku 1927 otrzymał zaszczytne miano „robotniczego Freyera”, który był gwiazdą lekkiej atletyki i stawiano go jako wzór wszystkim początkujący lekkoatletom.

Reprezentując barwy „Sarmaty” Kusociński zbliżył się do wielkich sław lekkiej atletyki, do Szelestowskiego, Szablińskiego i innych. W tym czasie zainteresował się młodym biegaczem Klumberg i został jego trenerem. Prawidłowe treningi, masaże i dobra opieka władz sportowych wpływały na coraz lepsze wyniki.

W 1928 roku Kusociński po raz pierwszy wziął udział w oficjalnych zawodach o mistrzostwo Warszawy w biegu na 5000 metrów i wygrał w czasie 16 min. 20 sek. Był to jego ostatni występ w barwach „Sarmaty”, bowiem jeszcze w tym samym roku przeszedł na stałe do klubu „Warszawianka”.

Rok 1928 był dla Kusocińskiego rokiem przełomowym. Zmiana klubu zbiegła się z ukończeniem szkoły i uzyskaniem dyplomu technika ogrodnika. W tym okresie bez reszty oddał się on działalności sportowej. Trenując pod kierunkiem Klumberga, zdobywał coraz lepszą formę. Nadzieja na udział w Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie spełzła na niczym, toteż Kusociński trenował ze zdwojoną siłą, marząc ciągle o olimpijskim stadionie.

Wkrótce odniósł zwycięstwo w Mistrzostwach Polski w biegu na 5000 metrów wynikiem 15 min. 41 sek. Uzyskany czas był lepszy od czasu Freyera. Nowy rekord Polski Kusociński ustanowił na Międzynarodowych Mistrzostwach w Pradze, a później na zawodach w Wilnie, gdzie uzyskał czas lepszy od czasu Sarnackiego i Sidorowicza.

Po wielu sukcesach i powrocie do Warszawy „Kusy” (pseudonim Janusza Kusocińskiego) powołany został do wojska. Dowódcą jego był kapitan Polniaszek, serdeczny opiekun sportowców, toteż fakt ten miał korzystny wpływ na dalszą karierę sportową młodego adepta sztuki wojskowej. Jednak mimo wyrozumiałości dowódcy, okres służby wojskowej przyniósł spadek formy Kusocińskiego. Brak racjonalnych treningów, gimnastyki i masaży niekorzystnie odbił się na uzyskiwanych wynikach. W tym okresie przegrywa bieg na 3000 metrów z Petkiewiczem oraz bieg na 5000 metrów w czasie Międzynarodowego Biegu we Lwowie. Porażki, jakich doznał Kusociński, miały duży wpływ na jego psychikę. Przestał trenować, załamał się. Dopiero zaproszenie na Mistrzostwa Polski w Lublinie wskrzesiło w nim nowe siły. W biegu na przełaj na dystansie około 10 000 metrów zajął pierwsze miejsce, wyprzedzając takich asów bieżni jak Sarnackiego i Motykę.

Od tej chwili Kusociński podniecony swoimi sukcesami nie rezygnuje z żadnych zawodów. W barwach „Warszawianki” bierze udział w biegu Wilanów-Warszawa, rozgrywanym o drużynowe mistrzostwo Warszawy. „Warszawianka” zwycięża, ale Kusociński doznaje kontuzji, która na wiele lat utrudni mu starty na bieżni, aż w końcowym efekcie przerodzi się w chroniczny stan zapalny kaletki maziowej. Jednak choroba nogi i zakazy lekarzy nie przerażały Kusocińskiego. W wyniku wielu starań własnych oraz przyjaciół przydzielony zostaje do Ośrodka Wychowania Fizycznego, gdzie znajduje lepsze warunki do treningów niż w rodzimej jednostce. W tym okresie Kusociński ponownie odzyskał formę. Bierze udział w wielu zawodach, jak na przykład Bieg o Puchar „Kuriera Poznańskiego”, Bieg Narodowy, Międzynarodowy Trójmecz Bałtycki i wiele innych.

Stan nogi pogarsza się. Szpital na ul. Nowowiejskiej, później rekonwalescencja, później znów zawody i walka nie tylko z przeciwnikami, ale również z samym sobą. Choroba spowodowała, że na wielu zawodach Kusociński był jednym z kibiców siedzących na trybunach, na przykład podczas biegu słynnego lekkoatlety fińskiego Paavo Nurmiego. Nim doszło do wymarzonego i przegranego zresztą spotkania 19 października 1930 roku, Kusociński musiał jeszcze odnieść wiele sukcesów i doznać wielu niepowodzeń na drodze swojej kariery sportowej.

Po odbyciu służby wojskowej „Kusy” rozpoczyna pracę w swoim zawodzie w charakterze ogrodnika w Łazienkach w Warszawie i tam też zamieszkuje. Cały wolny czas poświęca lekkiej atletyce. Rok 1930 i 1931 przynoszą mu wiele sukcesów sportowych. W tym okresie Kusocińskim zaczęły się interesować zagraniczne kluby lekkoatletyczne, zapraszając go do wzięcia udziału w zawodach. Wyjeżdżał do Brukseli, Sztokholmu, Brna, Amsterdamu, Londynu i Kopenhagi.

Kusociński nadal reprezentował barwy „Warszawianki” i pozostał jej wierny do końca swojej kariery sportowej.

W roku 1932 wysłany zostaje przez Polski Komitet Olimpijski i Polski Związek Lekkiej Atletyki do Poznania na obóz przedolimpijski. Tak, więc marzenia o starcie olimpijskim stały się teraz bardziej realne. Okres poprzedzający wyjazd do Los Angeles wypełniły intensywne treningi pod kierunkiem niezawodnego Klumberga.

Na międzynarodowym meczu w Antwerpii udało się Kusocińskiemu zająć pierwsze miejsce, ustalając nowy rekord świata czasem lepszym o 1,4 sek. od czasu Nurmiego.

30 czerwca 1932 roku Janusz Kusociński wyjeżdża na Igrzyska Olimpijskie do Los Angeles. Jednak wiadomość o dyskwalifikacji Nurmiego i brak możliwości zmierzenia się z wielkim Paavo na bieżni bardzo zmartwiła polskiego zawodnika.

Bieg Kusocińskiego na stadionie olimpijskim w Los Angeles przeszedł już do historii. Dzięki własnej wytrzymałości i sile charakteru dobiegł do mety pierwszy, choć stopy pokaleczone nowymi pantoflami krwawiły, piekły i bolały nie do zniesienia.

Bieg na 10 000 metrów przyniósł Polakowi złoty medal i pozwolił przełamać hegemonię Finów na tym jakże trudnym dystansie. Kusociński zajął pierwsze miejsce w czasie 30:11,4, drugie przypadło Volmari Iso Hollo, trzecie-Virtanenowi. Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiewający na stadionie olimpijskim w Los Angeles utwierdził cały świat sportowy w przekonaniu, że skończyła się dominacja Finów-najszybszych długodystansowców świata. Laur olimpijski, jaki zdobył Polak przysporzył mu sławy, która przyświecała jego dalszej karierze sportowej.

Po igrzyskach w Los Angeles Kusociński powoli wycofuje się z życia sportowego. Brał jeszcze udział w kilku spotkaniach międzynarodowych i krajowych, ale na przestrzeni lat 1933-1938 nie osiągał takich wyników, jakie towarzyszyły jego początkowej karierze. W biegu na 5000 m w Mistrzostwach Polski w 1938 roku zajmuje drugie miejsce po Józefie Nojim. Przyczyną wyraźnego spadku formy była choroba nogi. Kusociński w tym czasie poddany był długotrwałemu leczeniu, a nawet przebywał na kuracji w Wiedniu.

W roku 1935 podjął pracę w redakcji „Gazety Polskiej” i został zagranicznym sprawozdawcą tego pisma.

W 1937 roku jako wolny słuchacz rozpoczął studia na drugim roku w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie, które ukończył w lipcu 1938 roku.

Jednym z większych sukcesów Kusocińskiego, zamykających jego karierę sportową, było zajęcie pierwszego miejsca na Mistrzostwach Polski w biegu na 10 000 metrów rozegranych 9 lipca 1939 roku w Poznaniu.
Niebawem miała wybuchnąć II wojna światowa, która położyła kres wszelkim działaniom kulturalnym, jak też sportowym całego naszego narodu.

Klęska wrześniowa i lata okupacji doprowadziły nie tylko do zdewastowania naszej kultury duchowej i materialnej, ale również do biologicznego wyniszczenia narodu.

Przemocy hitlerowskiego najeźdźcy przeciwstawili się również sportowcy – wśród nich nie zabrakło też Janusza Kusocińskiego, który jako ochotnik wziął udział w obronie Warszawy.

Wstąpienie „Kusego” w szeregi walczących było bardzo nietypowe – posiadał, bowiem kategorię D i nie miał podstaw do oficjalnego noszenia munduru w czasie wojny. Ostre natarcia Niemców powodowały coraz większe spustoszenie wśród walczących. Kusociński ranny w lewe udo i okolice prawego stawu kolanowego nie opuścił jednak swojego posterunku, a do szpitala pozwolił się zabrać dopiero po upadku Warszawy.

Za bohaterską postawę rozkazem Dowództwa Obrony z dnia 28 września 1939 roku Kusociński otrzymał Krzyż Walecznych.

Po wyleczeniu ran Kusociński wrócił do swojego domu w Warszawie. W okupowanej Warszawie angażuje się w działalność konspiracyjną, pracując jako kelner w „Gospodzie Sportowców – Pod Kogutem”.

Kusociński mając w tym czasie rozległe kontakty zajmuje się dostarczaniem tajnej prasy, a nawet agituje kolegów sportowców do założenia konspiracyjnej organizacji. Należy również do podziemnej organizacji oficerów lotnictwa „Wilki”. Aresztowany przez gestapo 26 marca 1940 roku wywieziony zostaje do więzienia na Mokotowie, gdzie dzieli los wielu Polaków. Więziony jeszcze później i nieludzko katowany w Alei Szucha i na Pawiaku nie zdradził nikogo. Nie skorzystał również ze stanowiska trenera niemieckiej kadry sportowej, jakie proponowano mu podczas wielu przesłuchań w Alei Szucha. Na każdą tego typu ofertę odpowiadał – nie.

21 czerwca 1940 roku Janusz Kusociński wraz z transportem więźniów przewieziony zostaje do Palmir i tam rozstrzelany. Tak zginął wzorowy Polak i sportowiec, człowiek o silnym charakterze, dla którego walka na bieżni i w obronie kraju była spłaceniem długu przede wszystkim wobec samego siebie.

Źródło: wikipedia.pl